Magia lecznicza

Praktyki magiczne miały również zastosowanie przy leczeniu chorób. Wierzono, że niemoc, słabość i wszelkie dolegliwości są dziełem złych sił, które w danym mo­mencie opanowały człowieka. Magia lecznicza polegała na wypędzeniu złych sił i „zamówieniu” choroby poprzez stosowanie różnorodnych praktyk, jak okadzanie chorego, nacieranie różnymi mieszaninami roślinno-zwierzęcymi itp. Wiele magicznych metod leczenia chorób i stanów niemo­cy znał człowiek pierwotny. Likwidację choroby uzależ­niał od możliwości wypędzenia złych demonów z ciała chorego.Stosowano w tym celu:Zaklinanie. Polegało ono na wygnaniu choroby z ciała człowieka drogą próśb, błagań, zaklęć, perswazji, a nawet i groźby. Bardzo często przy zaklinaniu odwo­ływano się do różnorodnych talizmanów i amuletów ma­jących wzmocnić słowną formułę zaklęcia.„Zakopywanie” choroby. W tym celu zakopy­wano w ziemi (najczęściej pod ogniskiem) względnie składano w mrowisku części ciała chorego (włosy, paz­nokcie) lub jego wydzieliny.„Spalanie” choroby. Ta metoda oparta była na zasadzie upodobnienia: ze słomy sporządzano kukłę ma­jącą stanowić symbol choroby i następnie palono ją. Nie­kiedy kukła symbolizowała nie chorobę, ale chorego czło­wieka, który w wyniku czynności spalenia miał prze­obrazić się w zdrowego.„Przekazanie” choroby — za pomocą dotyku miała ona przejść na inne osoby (szczególnie kobiety względnie na zwierzęta) opuszczając tym samym ciało cho­rego. Zabieg ten wzmacniano specjalną formułką słowną o charakterze magicznym.„Zatapianie” choroby — polegało na wrzuceniu do rzeki czy stawu części garderoby chorego (najczęściej bielizny).„Wypiekanie” choroby. Podobnie jak „spala­nie” opierało się na zasadzie upodobnienia: formowano z ciasta bułkę symbolizującą chorobę i pieczono ją w pie­cu, a następnie wyrzucano daleko od siedzib ludzkich. Znane były jednakże przypadki, że do nagrzanego pieca wsadzano nie symboliczną bułkę, ale chorego. Oczywiś­cie zabieg ten w większości wypadków kończył się śmiercią delikwenta.„Przybijanie” choroby polegało na wbijaniu w drzewo lub w ziemię gwoździa, kołka czy klina, któ­rym uprzednio dotknięto ciała chorego.„Odrzucanie” choroby polegało na odrzuceniu poza siebie przez chorego pewnej części ubioru, na któ­rym miała znajdować się choroba. Przechodziła ona na osobę, która daną część ubrania znalazła i podniosła.„Związywanie” choroby. Wykonywane było przez szamanów i znachorów, którzy przy akompania­mencie bębnów i wymawianiu określonych zaklęć doko­nywali „skrępowania” wyimaginowanej postaci choroby (poprzedzała to taneczna inscenizacja walki szamana ze złym demonem cierpienia), a następnie wynosili ją dale­ko poza obejścia mieszkalne chorego.„Zatańczenie” choroby — stanowiło część składową szamańskich praktyk leczniczych. Taniec miał zmuszać demona choroby do opuszczenia ciała ofiary.„Opluwanie” choroby. Wierzono, że przez oplu­wanie obolałego miejsca można wypędzić chorobę. Nie­kiedy również sam chory „wypluwał” z siebie chorobę. Spluwanie chorego wkoło miało stanowić symboliczne unieszkodliwienie jej sprawcy: złego demona lub czło­wieka, który ją spowodował.„Zlizywanie” choroby. Polegało ono na lizaniu chorego człowieka przez zwierzę np. psa.Modlitwa błagalna. Szeroko również stoso­wano w celu zażegnania choroby prośby błagalne do ta­jemnych sił, istot nadprzyrodzonych czy bóstw. Ten spo­sób magii leczniczej stosowany był u ludów posiadają­cych szerzej rozwinięte wyobrażenia religijne. W chrześ­cijaństwie np. nadal stosowane jest odprawianie modlitw i nabożeństw na intencję powrotu do zdrowia.— Z magią leczniczą wiązało się również zagadnienie wy­konywania różnych czynności i praktyk profilaktycznych przez ludzi zdrowych. W praktykach tych szczególną rolę odgrywał ogień i metal. Np. u Słowian, a nawet Indian, gdzie rozpowszechniony był kult ognia, organizowano obrzędy, w czasie których zdrowe osoby skakały przez płonące ognisko, aby uchronić się od chorób i słabości. Także w tym celu przepędzano bydło przez ogniska. Kła­dzenie na progu domostwa przedmiotów metalowych miało zabezpieczać przed wtargnięciem choroby do domu.Magia lecznicza człowieka pierwotnego w dość szczątko­wej formie znalazła swoje odbicie w obrzędach religij­nych okresów późniejszych. Np. używanie wody w celach leczniczych (kąpiele, obmywanie ran) podniesione zostało w wielu religiach do rytualnego aktu ablucji (od łac. „ablutia” — obmycie) posiadającego charakter oczyszcze­nia wewnętrznego. Takim np. aktem ablucji w islamie jest symboliczne obmycie rąk do łokci i stóp do kostek przed „sałat” (modlitwa odmawiana pięciokrotnie w cią­gu dnia). Natomiast w chrześcijaństwie obmycie rytualne występuje w czasie chrztu, jak również symbolicznego mycia czubków palców przez kapłana podczas mszy. Czyn­ność chrztu praktykowana była już przez dawnych Rzy­mian — dziewiątego dnia po urodzeniu dziecka skrapla­no je wodą oczyszczającą i nadawano imię. Podobnie powstrzymywanie się od pewnych pokarmów ze względów leczniczych podniesione zostało w religii do rangi nakazu postów.Niewiasta — czytamy w Starym Testamencie — któ­ra by poczęła i urodziła mężczyznę, nieczysta będzie przez siedm dni: według dni, których odłączona bywa dla cho­roby swej, nieczysta będzie… A jeźli dzieweczkę urodzi, nieczysta będzie przez dwie niedziele według oddzielenia swego, a sześćdziesiąt dni i sześć dni zostanie we krwi oczyszczenia swego”. Po odbyciu „kwarantanny” po­porodowej kobieta przybyć musiała do świątyni i złożyć Jahwe w ofierze baranka lub parę gołębi. Wówczas uzys­kiwała od kapłana oczyszczenie z popełnionego grzechu.Pogląd ten znalazł swoje odbicie również w religii chrześcijańskiej; w katolicyzmie znany jest obrzęd wy­wodu albo oczyszczenia kobiety po porodzie, a w prawo­sławiu — położnica może wejść do cerkwi dopiero po uprzednim pokropieniu przez duchownego wodą święconą.Afrykańskie plemię Erbe kobietę w okresie ciąży i po­rodu uznawało za istotę nieczystą; podlegała ona zatem ścisłej izolacji. Złamanie tego zakazu mogłoby sprowadzić nieszczęście; dlatego też dopiero w siedem dni po urodze­niu dziecka wolno jej było opuścić izbę, w której była ukrywana.Podobny zwyczaj występował u kaukaskiego plemienia Pszawów. Dla kobiety ciężarnej budowano specjalny sza­łas w ustronnym miejscu, gdzie przebywała do dwóch ty­godni po porodzie. Pożywienie dostarczano jej przez otwór umyślnie w tym celu zrobiony w ścianie szałasu. Pszawo-wie wierzyli, że kobieta w okresie porodu jest prześla­dowana przez złe demony starające się odmienić jej dziec­ko. Dla zapobieżenia temu położnice uzbrajano w nóż i świński kieł — przedmioty posiadające moc magicz­nego przeciwdziałania złym demonom. Po zakończeniu po­bytu w szałasie podlegała jeszcze sześciotygodniowej kwarantannie oczyszczającej. Przebywała wówczas w ja­kimś pomieszczeniu gospodarczym (chlew czy obora). Do­piero po tym okresie czasu, w pełni czysta duchowo, mo­gła wejść do pomieszczenia mieszkalnego. Wśród ludów zachodniokaukaskich występowało przekonanie, że zarów­no podczas aktu rodzenia dziecka, jak też przez następne czternaście dni nie wolno nikomu kobiety dotykać, aby nie zostać skalanym przez otaczające ją siły nieczyste.Magia porodu posiadała dwa aspekty: z jednej strony miała ona chronić matkę i nowo narodzone dziecko przeddziałaniem złych sił, z drugiej natomiast — miała zapew­nić dziecku pomyślność i szczęście w życiu.Pierwotni Słowianie uzależniali płodność kobiety od działania duchów opiekuńczych zwanych rodzanicami. Mogły one upodobać sobie jedne kobiety i obdarzały je płodnością, inne natdmiast karały niepłodnością.U niektórych plemion australijskich i afrykańskich du­chy te zamieszkiwać :miały w tzw. kamieniach płodności, zaś u ludów protomalajskich wyrazem kultu duchów płodności były „sekibó” (sekiboo), tj. „pałki kamienne” przedstawiające męskie narządy płciowe, dochodzące nie­kiedy do ponad 1,5 m wysokości. Zakończone one były wyobrażeniem głowy żółwia czy węża. Podobną zapew­ne rolę spełniały posągi „bab kamiennych” na Słowiańsz-czyźnie.U plemion słowiańskich po urodzeniu dziecka urządza­no ucztę ku czci rodzanic, połączoną z ofiarą oczyszczenia matki i dziecka. Położnica wówczas mogła wyjść z ukry­cia. Obrzęd oczyszczania nie chronił jednak matki i dziecka od złych demonów; dla uchronienia dziecka przed ich oddziaływaniem stosowano różne zabiegi ma­giczne, jak nadawanie dziecku mylnych imion (zwłaszcza zwierzęcych), symulowanie kradzieży czy sprzedaży nie­mowlęcia itp.Zwyczaje te długo zachowały się w tradycjach ludo­wych. Bułgarzy np. wierzyli, że złe demony przychodzą w trzecią noc po porodzie. Wynoszono wówczas dziecko do innej chaty, kładąc na jego miejsce kukłę owiniętą pieluchą. Podobnie czyniono jeszcze w XIX w. na Biało­rusi. Stosowano także „wykradanie” dziecka. Polegało ono na tym, że jedna z kobiet znajdujących się w izbie „wykradała” noworodka, podkładając na jego miejsce szczenię lub kocię. W ten sposób szkodliwe działanie złych demonów miało ominąć dziecko i skoncentrować się na kukle lub zwierzęciu.Fikcyjna sprzedaż dziecka polegała na oddawaniu nie­mowlęcia po urodzeniu w ręce krewnego czy znajomego, omawiając przy tym głośno cenę dziecka. Kupiec uiszczał żądaną sumę i wychodził z dzieckiem do drugiej izby. Tu w głębokiej ciszy dokonywano zwrotu dziecka i pie­niędzy. W wyniku tej „transakcji” złe demony miały przestać się interesować danym obejściem. Niekiedy de­cydującą rolę przypisywano magicznej mocy różnych przedmiotów. Kładziono np. na progu izby, a nawet w ło­żu położnicy, ostre narzędzia żelazne (siekiery, noże), pa­lono światła nocą w izbie oraz izolowano rzeczy mające ścisły związek z położnicą i dzieckiem po porodzie. Trosk­liwie zakopywano łożysko, wylewano wodę z pierwszej kąpieli dziecka w ten sposób, by nikt się z nią nie zetk­nął itp. Jest rzeczą charakterystyczną, że wiele z tych przesądów przetrwało w kulturze ludowej do dziś w nie zmienionej formie.Istnieje hipoteza, że ludy pierwotne dostrzegały przy­czynę poczęcia dziecka w takich naturalnych czynnoś­ciach, jak np. napicie się wody źródlanej, zjedzenie okre­ślonego owocu czy gatunku ryby. W późniejszych czasach nastąpiło rozwinięcie interpretacji tego zjawiska — w wo­dzie, owocach czy rybach występować miały duchowe pierwiastki, które dostawszy się do wnętrza kobiety po­wodowały ciążę i narodziny dziecka. Konsekwencją tego było pojmowanie porodu jako dzieła duchów opiekuń­czych względnie bóstw. Jeszcze w czasach współczesnych na terenie Japonii czczony jest „dosojin”, tj. „przydrożny bóg-genitor” spełniający magiczną funkcję lekarza bez­płodnych kobiet.

[Głosów:1    Średnia:5/5]

Comments

comments