Czarodziejstwo

Czarodziejstwem nazywamy zespół pierwotnych wie­rzeń animistycznych oraz praktyk i czynności magicz­nych skoncentrowanych wokół osób zwanych czarowni­kami, którym przypisywano nadprzyrodzoną moc ochra­niania ludzi przed działaniem złych sił oraz pośrednicze­nia między światem duchów a człowiekiem.F r a z e r w następujących słowach zawarł charaktery­stykę czarowników: „Jest dla nich obowiązkiem i potrze­bą wiedzieć więcej od swoich bliźnich, poznawać wszyst­ko, co może pomóc człowiekowi w jego walce z przyrodą, wszystko, co może ulżyć jego cierpieniom i przedłużyć jego życie. Właściwości środków leczniczych i minerałów, przyczyny deszczu i posuchy, grzmotów i błyskawicy, zmiany pór roku, fazy księżyca, dzienny i roczny obieg słońca, ruchy gwiazd, tajemnice zjawisk życiowych i ta­jemnice śmierci.Posiadanym więc zasobem wiedzy czarownik stanowił jednostkę górującą nad społecznością, a co za tym idzie — otaczaną szacunkiem w połączeniu z obawą i lękiem.Czarodziejstwo stanowiło formę pierwotnego kultu religijnego występującą w szerokim zasięgu geograficz­nym. Szczególnym rodzajem czarodziejstwa, charaktery­stycznym dla ludów północnej Azji (Ewenków, Goldów, Czukczów) oraz plemion eskimoskich i ludów ugrofiń­skich był szamanizm.Sam termin „szaman” przypuszczalnie wywodzi się z sanskrytu „śrama” względnie z jęz. tunguskiego „sza­man”. Mianem tym oznaczano jednostki wyróżniające się z otoczenia specjalnymi cechami osobowości, umiejętnoś­cią leczenia i wykonywania praktyk magicznych itp. Z czasem stał się szaman pośrednikiem między ludźmi a istotami nadprzyrodzonymi; każda prośba składana przez ludzi istotom duchowym przekazywana była za pośrednictwem niego. Od jego czynności i praktyk uza­leżniono stosunek tych istot do człowieka.Do czasów współczesnych szamanizm przetrwał u lu­dów mongolskich i tatarskich (Mandżurów, Tunguzów, Jakutów czy Buriatów) oraz u Eskimosów. Nie jest to już ów szamanizm pierwotny, ponieważ zawiera nowe elementy treściowe. Miejsce uduchowionej przyrody zaj­mują bóstwa; szamanizm z pierwotnej formy kultu reli­gijnego uległ w danym przypadku przekształceniu w okre­ślony system religijny.U podstaw szamanizmu tkwi teza o trwaniu wiecznej walki pomiędzy duchami ciemności, mocy i zła a ducha­mi światła, dnia i dobra. Tak dobrzy, jak i źli bogowie dążą do opanowania osobowości człowieka i skierowania jego działania w odpowiednim kierunku: ku dobru lub złu. Każdemu człowiekowi podczas jego wędrówki życiowej towarzyszyć mają dwa nieodstępne duchy: wysłannicy do­bra i zła. One to przestrzegają go względnie namawiają do spełniania określonych czynów. Człowiek natomiast nie zawsze słucha właściwego głosu i niekiedy daje posłuch złu. Zadaniem szamana jest przypominanie ludziom o tym i mobilizowanie ic| do walki po stronie dobra przeciwko złu. W tym celu dokonują czynności rytualno-magicznych. W przeważającej mierze są to tańce przy dźwiękach bębna obrzędowego, podczas których szaman popada w stan mistycznej ekstazy. Zebrani na obrzędzie uzyskują wówczas przekonanie, że nawiązał on kontakt z bóstwem lub demonami. Za pomocą zaklęć szaman wal­czy ze złymi duchami oraz składa ofiary dobrym bogom.Genezy czarodziejstwa doszukiwać się należy w wie­rzeniach animistycznych. W wyobraźni swojej stworzył człowiek świat różnorodnych duchów przyrody. Wierzył, że pomogą mu one w ciężkich sytuacjach życiowych. Z dalszej jednak obserwacji wywnioskował, że nic nie uległo zmianie. Interpretował to w ten sposób, że wi­docznie duchy przyrody zachowują się obojętnie wobec kłopotów ludzkich i zajmują bierną postawę albo nawet działają na niekorzyść człowieka. W tym ostatnim przy­padku muszą to być duchy złe. Stworzenie pojęcia złych duchów wyłoniło u człowieka potrzebę obrony przed ich szkodliwym wpływem i spowodowania, by działały na ko­rzyść człowieka, zgodnie z jego żywotnymi interesami. Zanoszono więc do duchów modły, składano ofiary i speł­niano wiele praktyk magicznych.Ale — jak wiemy — poziom ówczesnej wiedzy był nad­zwyczaj niski, więc owe prymitywne praktyki nie mogły przynosić pożądanych rezultatów. Tymczasem wyłoniła się pewna niewielka warstwa ludzi nie biorących z po­wodu ułomności udziału w normalnych procesach produk­cyjnych. Zajmowali się oni leczeniem chorych, grzeba­niem zmarłych itp. Z biegiem czasu podejmowali się rów­nież czynności magicznych. Nabierali też coraz to więk­szej wprawy, aż stali się fachowcami w dziedzinie kulto­wej. Uczyniło to ich niezbędnymi w środowisku społecz­nym. Wzrosło ich znaczenie i autorytet, aż wreszcie uzna­ni zostali za osoby posiadające tajniki wiedzy w zakresie praktyk magicznych oraz ponadludzkiej właściwości — zostali pośrednikami między ludźmi a duchami, czyli czarownikami.Pogląd taki wyrażał m.in. niemiecki marksista E i 1 d e r-m a n n pisząc: „Wszystko przemawia za tym, że czarow­nik był pierwotnie jednostką ułomną i produkcyjnie słabą, zdolną tylko do wypełniania drobnych zleceń jako po­słaniec do przenoszenia wiadomości i nowin, doglądania chorych i grzebania zmarłych. Zwłaszcza ze zwłokami nie chciał mieć nikt do czynienia, gdyż uważano, że przez to człowiek staje się nieczystym. U Maorysów w Nowej Ze­landii wszystko, co łączyło się z dotykaniem zmarłych, jest najgorszym tabu. Dlatego dotknąć zwłok mógł zaw­sze tylko jeden i ten sam człowiek, będący niejako koz­łem ofiarnym w gminie. Zwłoki były również świętym tabu, jak najwyżej postawione osobistości, które otrzy­mywały dość uciążliwe hołdy, podobne do hołdów należ­nych zmarłym. Czarownik miał zatem wiele wspólnego z ludźmi pozostającymi w tyle podczas marszu, obijał się często po obozach i żył na koszt innych.”Wyobraźnia ludów prymitywnych stawiała czarownika w rzędzie istot obdarzonych nadprzyrodzonymi właści­wościami, dzięki którym posiadać miał zdolności władania siłami przyrody, wizjonerstwa oraz bezpośredniego obco­wania ze światem istot nadprzyrodzonych. To określało rolę czarowników w życiu dawnej społeczności. W imie­niu plemienia spełniali oni czynności obrzędowe, u pod­staw których spoczywała intencja uzyskania pomyślności w łowach, spowodowania płodności gleby, odniesienia zwycięstwa w walce, uleczenia choroby itp. Ponadto, działając w obronie społeczności, wykonywali tzw. prak­tyki antymagiczne polegające na przeciwdziałaniu szkod­liwym praktykom czarowników wrogich plemion. Węgier­skie podania ludowe głoszą np., że „taltos” (szaman) pro­wadził walki z szamanami wrogich ludów.Wszystkie kierunki działalności czarowników zgodne były z wymogami i potrzebami plemienia: dzięki temu uzyskiwali oni uprzywilejowane stanowisko przynosząceim autorytet i bogactwo. Każde bowiem działanie czarow­nika człowiek ówczesny opłacał. „Bogactwo i przywilej — pisze E. L i p s — stanowi więc wynagrodzenie czarowni­ka zarówno w Ameryce Północnej, jak i Południowej. A każe on sobie dobrze płacić za swoją tajemną wie­dzę — czy to tłustymi ogonami bobrowymi, jak na pół­wyspie Labrador, czy szatami skórzanymi, haftowanymi różnobarwnie, farbowanymi kolcami jeżozwierza, jak nie­gdyś na prerii, czy kosztownymi ozdobami z piór, lub udziałem w łupach myśliwskich i zbiorach, jak u wysoko rozwiniętych pod względem kulturalnym Munasi ze wschodniej Brazylii… Im ściślej jednak urząd ten skoja­rzony jest z mitami, tym droższe są usługi czarownika czy to jako prawnika odnajdującego winnych, czy jako piewcy historii szczepu, czy jako reżysera wywołującego duchy na niewidzialnej scenie. W północno-wschodniej Kolumbii u Indian Ijca jedynie czarownikom wolno ścinać palmy macana i sprzedawać innym członkom szczepu wysoko ce­nione drzewo używane do wyrobów łuków i rydli; jedynie im wolno hodować cenną agawę i wahę; tylko oni sy­piają na plecionych matach lub na łożach ze skór.”Pozycja czarownika była nie wszędzie jednakowa. Na przykład u szczepów syberyjskich, tj. mongolskich, tur-kotatarskich, ugrofińskich czy paleoazjatyckich, pojmowano moc nadprzyrodzoną szamana jako coś wrodzonego, coś, czego nie można uzyskać poprzez naukę — szamanem człowiek musiał się urodzić. Owa nadprzyrodzona moc tkwiąca w nim miała się ujawnić wtedy, kiedy szaman występował w specjalnym ubiorze obrzędowym. Szamana „…poznać można już na pierwsze wejrzenie, po fantastycz­nym zazwyczaj uczesaniu i mnóstwie najrozmaitszych amuletów, których ciężar dochodzi często do kilkunastu kilogramów. Na tle czerwonej, jedwabnej materii, powią­zanej w liczne, niby od niechcenia, tu i ówdzie porzucane węzły, kołyszą się tu różnorodne brzękadła, włosy, rogi i pazury zwierząt, kości ludzkie, figurki i muszle, wyda­jąc za każdym ruchem brzęk, szelest i zgrzyt.Białe zawieszone na szyi korale, po których schodzi do ciała kapłana duch przodka (pętla słoneczna), i wachlarz czarodziejski z dzwonkiem, sporządzony najczęściej z ogo-Boginki. Rzeźba ze świąty­ni w Visranath (Indie).nów zwierzęcych, stanowią insygnia jego czarodziejskiego urzędu.Amulety i upiększenia szamanów… ważą około 40 fun­tów. Są to bądź duże, jak spodeczki, krążki metalowe, wy­obrażające słonia, zawieszone z tyłu na skórzanym, okry­tym frędzlą kaftanie, bądź brzękadła w postaci płaskich lub okrągłych blaszek, wiszących na plecach, albo też li­stewek metalowych, bądź to podłużnie naszytych na rę­kawie, a przedstawiających kości ramieniowe, bądź po­przecznie umocowane na piersiach, a przedstawiające że­bra, bądź wyżej lub niżej na piersiach i brzuchu uczepione blachy oznaczające serce, wątrobę, wymiona kobiece itp. Nawet frędzle zakończone są metalowymi kulkami.”33Dźwięki tych wszystkich amuletów i blaszek budzić miały drzemiącą w szamanie siłę magiczną i wprowadzać go do krainy istot duchowych. Temu samemu celowi słu­żyły szamańskie bębny obrzędowe również bogato ozdo­bione dzwoneczkami i różnymi brzękadłami. Nieodstępnym elementem ubioru szamańskiego było specjalne nakrycie głowy sporządzone głównie z piór ptasich i rogów zwie­rzęcych. Niektóre z plemion Indian amerykańskich wyzna­wały pogląd, że siły tajemne czarowników tkwią w jego włosach i paznokciach; dlatego też czarownicy z plemion Haida gardzili myciem, czesaniem się i ubieraniem, by nie utracić swojej mocy. Wystarczało zatem czarownikowi obciąć włosy lub paznokcie, aby stał się przeciętnym czło­wiekiem oraz utracił posiadaną moc magiczną i autorytet kultowy. Niejednokrotnie uwarunkowywano moc czarow­nika od trybu jego życia, tzn. wymagano ascezy, postu, nieobcowania z kobietami itp.Czarodziejstwo cechowały ceremonie związane z czcią duchów przodków i przyrody, z zajęciami rolniczymi, pa­sterskimi i myśliwskimi, z uroczystościami rodzinnymi i stałymi obrzędami dorocznymi (kult wszystkich pór roku). We wszystkich tych obrzędach decydującą rolę spełniała muzyka i taniec. U ludów azjatyckich tańce de­moniczne stanowiły najbardziej rozpowszechniony rodzaj choreograficzny. Czarownicy w czasie ich odbywania wy­stępowali przeważnie w maskach stanowiących wyobraże­nie demonów, przy czym, jak stwierdzono, najbogatszemaski występowały w krajach równikowych. Ten rodzaj tańca kultowego stanowił zabieg chroniący od złych demo­nów i zapewniający opiekę dobrych duchów.W praktykach czarodziejskich dużą wagę przywiązywano do akcesoriów stroju, instrumentów muzycznych oraz na­czyń, płacht, mat itp. Wierzono, że jakiekolwiek niedopa­trzenie w tej dziedzinie spowodować może negatywny wy­nik spełnianej czynności. Kulminacyjnym momentem było uzyskanie przez czarownika stanu oszołomienia.Stany ekstazy i oszołomienia czarownicy osiągali na drodze długoletniej tresury własnego organizmu: stosowa­nia ascezy, ścisłego przestrzegania postów, narkotyzowania się dymem z liści o silnych składnikach odurzających czy napojami oszałamiającymi. Niekiedy byli to osobnicy pod­legający pewnym obciążeniom dziedzicznym — epileptycy bądź nawet umysłowo chorzy. Wszystko to sprzyjało wpa­daniu w nadzwyczajne stany psychofizyczne podczas trwania tańca obrzędowego. Popadanie w stan ekstazy stanowi podstawowy warunek uznania w danej społecz­ności. Cały nastrój czynności rytualno-magicznych, więc dźwięki bębnów, rytm tańca i sceneria obrzędowa, udzie­lał się widzom; stawali się oni czynnymi współuczestnika­mi obrzędu. Ekstaza mistyczna stanowiła ogólne, zbiorowe przeżycie będące wyrazem kultu religijnego.Wskazywaliśmy, że kandydat na czarownika musiał się wyróżniać spośród otoczenia posiadaniem jakiejś niezwy­kłej i „nadprzyrodzonej” cechy. Takiej osobie przydzie­lano opiekuna-nauczyciela, który przygotowywał ją do pełnienia czynności kultowych. Adept przechodził długi i trudny okres nauki; uprawiał ascezę, pościł, narkotyzo­wał się. Czarownikiem mógł stać się dopiero wówczas, gdy uzyskał zdolność popadania w stany mistycznego oszo­łomienia.Nansen tak przedstawiał szkolenie eskimoskiego Angekoka (szamana):„By zostać Angekokiem, trzeba — jak tego należało oczekiwać — przejść długi okres nauki, nieraz pełnych dziesięć lat. Uczeń musi nieraz przebywać przez długi czas w samotności i przez kilka dni z rzędu trzeć jeden kamień o drugi w kierunku biegu słońca, przez co zaklina ducha gór. Na widok tego ducha umiera ze strachu, potem jednak znowu wraca do życia itp. Tym sposobem uzyskuje stopniowo swe Tornat (duchy służebne — Nie wolno mu wyjawiać, czym chce zostać, póki nie wy­uczy się swego zawodu, potem jednak musi go wybrać”.34Kandydat przechodzi więc wiele bardzo bolesnych prób i w konsekwencji, aby zostać szamanem, musi umrzeć dla swego dotychczasowego środowiska rodzinnego. Dlatego właśnie młody adept, zostając czarownikiem, przybiera nowe imię. Jak podaje H. S c h u r t z: „W okolicy Borna nad rzeką Kongo ubiera się młodzieńców, którzy mają być wyświęceni, w liście palmowe i po całym szeregu prób wprawia się ich w stan zbliżony do śmierci, po czym grze­bie się ich pozornie w przybytku fetyszów. Po przebudze­niu udają jakoby stracili zupełnie pamięć i nie znali na­wet swych własnych rodziców ani nie pamiętali swego imienia. Otrzymują potem nowe imiona. W niektórych wypadkach wierzą, że młody człowiek, który po obrzezaniu wpada we wściekłość, jest opętany przez duchy”.35Podobny stosunek do szamana występował u ludów ugrofińskich: np. „taltos” do pełnienia swych czynności miał być „powoływany” przez tajemne istoty duchowe. Sam akt przeobrażenia się w „taltosa” odbywał się w cza­sie transu lub pozornej śmierci kandydata; uważano, że zachodził wówczas proces nie tylko przemiany duchowej, lecz również i fizycznej („zmiana” powłoki cielesnej). Wie­rzono ponadto, że nadprzyrodzone siły duchowe „wyzna­czają” ludzi już od urodzenia, jako przyszłych „taltosów”. Tak np. niejako predysponowany na stanowisko szamana był chłopiec o sześciu palcach, zbędnym zębie itp. Kontakt szamanów węgierskich z duchami polegać mógł na tym, że dusze ich zdolne były do opuszczenia świata rzeczywistego i udawania się na pewien czas do krainy bytów ducho­wych. Nie była to jednak jedyna możliwość — przypusz­czano także, że podczas transu w szamana wstępowały duchy.W wielu wypadkach stanowisko czarownika było dzie­dziczne; mogło ono przechodzić z ojca na syna (plemię Se-mangów na Archipelagu Malajskim) czy z matki na córkę. W obu tych przypadkach zagadnienie przygotowania kandydatów na czarowników wyglądało daleko prościej. Już od najmłodszych lat adept przyuczony był przez ojca lub matkę względnie wyznaczonego przez nich członka rodziny.Obserwując kulturę religijną świata współczesnego trudno nie dostrzec w niej pewnych reliktów czarodziej­stwa. Szczególnie wyraźnie zarysowują się one w instytu­cji kapłaństwa. Kapłan jakiejkolwiek ze współczesnych religii w działaniu kultowym niewiele odbiega od omawia­nego wyżej czarownika w prymitywnych kultach religij­nych. Podobnie jak czarownik jest on uważany przez wyznawców za pośrednika między nimi a istotą Boga. W ich imieniu odprawia rozliczne praktyki rytualno-ma-giczne, jak modlitwa, namaszczanie, komunia itp. Z racji sprawowanej funkcji cieszy się autorytetem wśród wyz­nawców. I chociaż w treści wierzeń i w formie czynności magiczno-rytualnych nastąpiły istotne zmiany, przecież relikty pozostały.Niekiedy napotykamy jeszcze zjawisko deifikacji człowieka. Szczególnie silnie występuje to w lamaizmie oraz działającej na terenie Polski niewielkiej sekcie chrze­ścijańskiej noszącej dość długą nazwę: „Stolica Boża i Ba­rankowa Apostołów w Duchu i Prawdzie Alfa-Omega, Po­czątek i Koniec”.

[Głosów:1    Średnia:3/5]

Comments

comments